Barania Góra
 rowerem "górskim"

z Wisły Głębce - do Cięciny

Proszę nie kopiować zdjęć na inne strony WWW!!!. Uwagi i komentarze proszę przesyłać na:

Please don't copy photos to other web sites!!! Send Your Comments and Criticism to:

marek-derlatko@o2.pl  

Copyright (c) 2004 by Marcus Antonius Derlatko.

Księga gości:

Klikając na zdjęcie uzyskasz powiększenie ! 

 

Widok na Baranią Górę z drogi na Kubalonkę. 

Myśl o wycieczce  rowerem  na Baranią Górę narodziła się w tamtym roku. Wcześniej byłem już na Baraniej Górze też w czerwcu lecz wtedy wjechałem krzesełkiem na Skrzyczne i stamtąd przeszedłem na Baranią Górę. Z tej wycieczki pamiętam, że schodzenie do Wisły ciągnęło się jak miesiąc po względnie dobrej drodze - nadającej się do zjechania na rowerze.

W tym roku wiosna jest strasznie deszczowa i tak czekałem na taką pogodę która pozwoliła by na zrealizowanie wycieczki. Po zapoznaniu się z mapą postanowiłem wjechać z Wisły Głębce na przełęcz Kubalonkę i z stamtąd szlakiem czerwonym do schroniska pod Baranią Górą. Ze schroniska wypchać rower na szczyt. 
Droga powrotna szlakiem czerwonym do Węgierskiej Górki. Takie były zamierzenia, że nie wszystko wyszło to wyniknie z dalszej relacji:      

                                                       

Widoki robione z drogi na Kubalonkę. 

            

Na szlaku do schroniska Stecówka.

           

               

Widoki ze Stecówki i najbliższa okolica schroniska.

                                      

Droga na szczyt i już autor i pamiątkowe zdjęcie na szczycie Baraniej Góry ale z "rowerem górskim" !.

No na szczycie według założeń powinienem być do godziny najpóźniej dwunastej lecz rzeczywistość zweryfikowała moje marzenia i okazało się że była to godzina 13. Nie zdawałem sobie sprawy, że do Węgierskiej Górki jest tak daleko. Dzisiaj wiem, że najbliżej jest jednak za zielonym szlakiem przez źródła Białej Wisełki do Wisły. Partie podszczytowe trzeba było rower sprowadzić, dopiero gdzieś po godzinie udało się zjeżdżać. Ale co to była za jazda !

                                                                    

Droga z kopuły szczytowej. 
Opisy co widać do poniższych zdjęć znajdziesz pod powiększeniem zdjęcia.

          

                

                                                

Otóż gdy droga zaczęła się nadawać do zjazdu ( według mojej oceny normalny człowiek by się na to nie zdecydował) zacząłem zjeżdżać z zamiarem dojechania szlakiem czerwonym do Węgierskiej Górki. Ponieważ szlak czerwony w pewnym momencie zaczął na dość długim odcinku piąć się ponownie do góry, postanowiłem skorzystać z drogi do zwózki drewna która zdecydowanie biegła w dół  i w tym momencie wyglądała bardzo zachęcająco. Droga ta po paruset metrach zmieniła się w bardzo błotnistą stromą rynnę nie nadającą się do obejścia w żaden sposób. Na domiar złego w pewnym momencie pękł mi tylny hamulec a w przednim kole klocek wszedł pod brzeg obręczy i zacząłem nabierać strasznego pędy będąc bez możliwości zatrzymania się. W strasznym tempie przejechałem około kilometra (licznik rowerowy po późniejszym odczycie maksymalnej szybkości wskazał 99 km/godz). W momencie całe życie przeleciało mi przed oczami. Na szczęście droga się trochę wypłaszczyła a na środku znalazła się wielka kałuża błota. I tak to błoto uratowało mi życie. Roztrzęsiony naprawiłem przedni hamulec i dalej zjechałem nie do Węgierskiej Górki lecz do Cięciny (wcześniej nie wiedziałem o takiej miejscowości).         

Morał z tej historii jest taki: Kto drogi skraca do domu nie wraca.

         Powrót na stronę główną