Czerwone Wierchy

Proszę nie kopiować zdjęć na inne strony WWW!!!. Uwagi i komentarze proszę przesyłać na:

Please don't copy photos to other web sites!!! Send Your Comments and Criticism to:

marek-derlatko@o2.pl  

Copyright (c) 2004 by Marcus Antonius Derlatko.

Księga gości:

Ponieważ TPN uniemożliwił turystom rowerowym na wygodne zwiedzanie dolinek tatrzańskich i należało w rozsądny sposób zagospodarować czas. Do wyboru był Kominiarski Wierch pierwszą drogą wyznaczoną jeszcze przez Karłowicza i zejście na Iwaniacką Przełęcz lub wejście na Czerwone Wierchy z Przysłopu Miętusiego na Małączniaka i przez Krzesanice Ciemniaka zejście przez Tomanową do Doliny Kościeliskiej i do domu.

Ten drugi wariant wygrał, ze względu na dłuższą drogę (miałem nadmiary czasu) i przepiękne okolice.

Uwierzyłem w prognozę pogody i licząc na gorący dzień włożyłem krótkie spodenki lekką bawełnianą koszulkę z krótkim rękawem, lekki polar, buty typu trampkowate , i hajda w góry. Jak się bardzo myliłem, że nie posłuchałem wywodów mądrych ludzi - odczułem to na swojej skórze.

Przez Staników Żleb bo mieszkałem na Nędzówce (więc niedaleko) i Przysłop Miętusi -po schronisku na Przysłopie ani śladu - udałem się przez Dolinę Miętusią na Małołączniak. Gdy wydostałem się na kopułę szczytową uświadomiłem sobie, że schodzenie tą samą drogą w takich butach jakich byłem nie wchodzi w grę ze względu na stromiznę na trasie. Pogoda na dole letnia tu w kominie wyjściowym jakim jest wejście na Małączniaka przerodziła się w późno jesienną z wielkim wiatrem, który odbierał ciepło. Posiadane ubranie nie chroniło ani przed wiatrem ani przed utratą ciepła jednak jedyne wyjście było przejście przez Kopę Konradzką, ewentualnie przez Krzesanicę i Ciemniak jak najszybciej w dół, oczywiście po osiągnięciu Małączniaka.

Na szczycie Małączniaka z drogowskazu napisane było -na Kopę 1/2 godz, na Krzesanice 3/4 godz - zwyciężyła opcja przez Ciemniak do Doliny Tomanowej i przez Dolinę Kościeliską. Nie będę pisać co się działo na grani - kurcze z zimna nóg i tym podobne sprawy - ręce zgrabiałe. W sumie nauczka na przyszłość, aby w góry wybierać w sposób sprawdzony - no ale? No właśnie. Tak w rzeczywistości nic się nie stało, w każdej chwili mogłem dokonać odpowiedniej słusznej decyzji - wiedziałem gdzie jestem i jak się z tej sytuacji wydostać więc w czym problem ?

Następna sprawa co odczułem później to sprawa kondycji (na Czerwone Wierchy praktycznie zza biurka). Wycieczkę okupiłem wielkim dwudniowym bólem nóg - i tylko tyle, ale co za przepyszne widoki i zdjęcia.

                      

                      

Zawiesista Turnia nad Miętusią Doliną.

                  

Ten stół to już Przysłop Miętusi.

                   

                      

To już wejście z Doliny Miętusiej żlebem na kopułę szczytową Małołączniaka.

                         

                       

To jest Giewont widziany z kopuły Małączniaka.

                            

Giewont.                                                     Widok w kierunku Tatr Wysokich.                                                            Widok w kierunku Krzesanicy.

                               

Spojrzenie w stronę Tatr Zachodnich.

                              

                                                                                                                        

                                                                                                                                                          W dole Twardy Upłaz.

                    Powrót na stronę główną..