Trzydniowa wyprawa rowerowa na
Halę Miziową, Orawę

Księga gości:

do czego prowadzą skróty drogi do Suchej Beskidzkiej z Zawoi,
te i inne przygody w fotoreportażu ?

Wycieczka w dniach 23- 25 czerwca 2005

Proszę nie kopiować zdjęć na inne strony WWW!!!. Uwagi i komentarze proszę przesyłać na:

marek-derlatko@o2.pl  

Please don't copy photos to other web sites!!! Send Your Comments and Criticism to:

Copyright (c) 2004 by Marcus Antonius Derlatko.


                                          
                                             To już Żabnica.

                            
Wjazd na Halę Boraczą
                  
Hala Boracza i widok na zachód z tej hali.
                                                             
Początek szlaku zielonego na Hale Lipowską.

Oj trzeba by chyba nawiązać do wycieczki przez Orawę z roku 2004 (wycieczkę tą opisałem w wyprawach rowerowych z sezonu 2004) gdzie serdecznie zapraszam. Niby wycieczka podobna ale inna, tam jeszcze należało by nawiązać do wycieczki na Rysiankę.

I dzień to jest 23.06.2005:
Pociągiem z Katowic do Zwardonia z wagonem przystosowanym to przewozu rowerów przejechałem do Węgierskiej Górki.
W tym roku na grań Rysianki i Miziowej wjechałem od strony Węgierskiej Górki z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą - cały czas droga asfaltowa. Z Boraczej (dzisiaj już wiem, że zrobiłem błąd ale któż ich nie robi) wyszedłem z rowerem szlakiem zielonym na poziom grani Lipowej i Rysianki. (a trzeba było za szlakiem czarnym przez halę Redykalną wjechać w to samo miejsce a nie ciągnąć roweru - no ale o tym dowiedziałem się po fakcie).   
Otóż w tym roku trochę lepiej widać było Tatry, ale nie tak by je sfotografować. Zresztą pogoda wyżowa jaka w tym dniu panowała nie pozwoliła na dalszą widoczność.
Widoki po drodze jak to w górach zapierające dech, wrażenia różne. W pewnym miejscu szlak zielony zawęził się do szerokości gdzie z trudem mieściłem się z rowerem i zrobiło się nawet przepaścisto, rzadko spotykane miejsce w Beskidzie. Gdy wydostałem się na wysokość Lipowej droga stała się znośna do jazdy lecz jednocześnie bardzo mokra.

Potrzeba by jeszcze napisać, że zrobione zdjęcia z wycieczki  nie za bardzo wprawiły mnie w stan samozadowolenia. Jednak Minolta Z3 to aparat wymuszający od posiadacza wyjątkowych wysiłków zmierzający do zadawalających efektów w dziedzinie fotografiki. Zakupiłem już filtr połówkowy, ale nie taki jaki by mnie zadawalał. Teraz już wiem, że należy zakupić jeszcze jeden egzemplarz o większym zaciemnieniu - czy to jednak koniec zakupów ?

No ale wracajmy do wycieczki. Wydostawszy się na poziom hali Lipowskiej  i zrobieniu kilku ujęć w stronę południową, a więc pod słońce w szybkim tempie udałem się na halę Rysiankę gdzie w ubiegłym roku zjadłem smacznego schabowego to znaczy nie miałem na myśli samego kotleta, bo on jest zawsze jednakowy, lecz wszystko wokół niego. Niestety w tym roku to nie to samo co zapamiętałem z poprzedniego pobytu. Wobec tego pogrążony w melancholii udałem się na halę Miziową tam zamówiłem pokój jednoosobowy na trzecim piętrze z węzłem sanitarnym  i z telewizorem (telewizor  za bardzo nie interesował mnie - no może do ustawienia dokładnego czasu). W tamtym roku na Słowacji w dwa razy  niższej cenie w łazience były czyste ręczniki i mydło a w schronisku  nic ? - realia krajowe  - różnice krajów, a może brak kultury u krajowej braci hotelowej. Znając te zwyczaje panujące u nas miałem ze sobą co potrzeba.

Braki w łazience rekompensował widok z okna, na Babią Górę - zresztą zrobiłem dwa zdjęcia które zamieszczam. Poza tym o godzinie gdzieś czwartej w nocy widziałem przepiękny wschód słońca - coś niesamowitego - teraz rozumie tych turystów  którzy wychodzą w nocy o 2 godzinie na Babią Górę na wschód słońca ja to miałem w cenie pokoju hotelowego.

Ale wcześniej po wykupieniu noclegu gdzieś o godzinie 18 udałem się na szczyt Pilska - na luzie tylko z aparatem fotograficznym. Ponieważ na Pilsku jestem parę razy w ciągu sezonu narciarskiego, i parę razy wchodziłem na szczyt w czasie lata trasy turystyczne nie są dla mnie zaskoczeniem. Podziwiam zawsze szlak żółty gdyż przypomina mi on szlaki wysokogórskie w Tatrach wśród kosówki. Tym bardziej zadziwił mnie turysta w krótkich majtkach który właśnie schodził z żółtego szlaku który poinformował mnie, że szlak żółty jest nie ciekawy (no dziwni są nieraz ludzie, ze swoimi dziwnymi pomysłami ? - czyżby odebrało mu wzrok, czy może te krótkie majtki, czy może wreszcie za szybko schodził by zauważyć przepiękne widoki roztaczające się w przerwach między kosówką ?).


Szlak żółty nie zawiódł moich oczekiwań - co chwilę wyciągałem aparat gdyż roztaczały się przepiękne widoki to na Korbielów to znowu w stronę Babiej Góry, czy wreszcie w stronę Jeziora Żywieckiego - niestety na słońce będące w tamtym kierunku zdjęcia nie do zrobienia. Po osiągnięciu kulminacji polskiej Pilska udałem się w dalszą wędrówkę na prawdziwy szczyt Pilska będący gdzieś kilometr w po słowackiej stronie. Wiedziałem, że przekraczam granice, ale na tablicach jednoznacznie pisało, że jest przejście turystyczne graniczne czynne do godziny 20. Znając zwyczaje polskich wopistów, pomyślałem, że wopista siedzi gdzieś w krzaku kosówki zmuszony pilną potrzebą, sam udałem się na właściwy szczyt. Ze szczytu Pilska roztaczał się widok na jutrzejszą drogową trasę rowerową znaczoną zabudowaniami wsi od przejścia granicznego z przełęczy Glinne aż het pod Jezioro Orawskie, gdzie należało skręcić na Lipnice. W dali majaczyły Tatry, niestety światło było o tej porze tak słabe, że zdjęcie nie do zrobienia majaczących Teatrów.      

Po uwiecznieniu szczytu i co się jeszcze dało sfotografować udałem się szlakiem niebieskim na Hale Miziową, z dołu wyjechał na takim skuterze czterokołowym chyba zagubiony wopista ale spotkał mnie już pod narciarskimi wyciągami, więc mnie nie niepokoił.

     
Droga z Rysianki na Miziową.                                                                       Północne stoki Pilska.


Z drogi na Halę Miziową widok na północne stoki Pilska w ostatnim tle Babia Góra.
(zdjęcie obrabiane na programie graficznym)
                    
Droga na Miziową.                                             Hala Miziowa i widok na Korbielów.

II dzień 27.06.2005.
Drugi dzień o 6 rano pobudka i szybkie ubranie się postanowiłem zejść szlakiem czerwonym na przejście graniczne. Widoki na doliny zasnute mgłami.   Nie przypuszczałem, że szlak czerwony jest zawalony zwalonymi drzewami. Nigdzie ani tabliczki, ani ostrzeżenia, że szlak jest taki nieprzyjemny - no ale może do przejścia bez roweru jest mniej męczące, mnie zajęła ta czynność około dwóch godzin - makabra zwłaszcza z tym ciężkim rowerem który trzeba było przenosić górą, przeciągać dołem i szarpać się z ciężarem - z łezką wspominałem dawne dobre turystyczne czasy - gdzież one gdzie ???.
Dzisiaj zdecydowanie zjechał bym czerwonym szlakiem narciarskim do asfaltu i następnie do granicy, no ale zawsze się człowiek uczy rozumu.

No gdzieś o ósmej - uszarpany dotarłem do przejścia granicznego na przełęczy Glinne, gdzie przekroczyłem granice i w dół do Oravsiej Polhory, przez Rabce do Zubrochlavy skręciłem na Bobrov - droga mało ciekawa - jedna wiocha nieciekawie zabudowana nie do odróżnienia gdzie się która kończy i zaczyna. Po drodze zrobiłem parę zdjęć na Namiestowo i przekaźnik telewizyjny który jest nad Namiestowem a który już w Polsce potrafi skutecznie wyłączyć nadajniki IDEI, które trzeba ręcznie wybierać bo inaczej buli się haracz za roaming ???. W Bobrówie jest sanktuarium Maryjne , ale ja ze względu na upał i dość znaczne zmęczenie szarpaniem się na zejściu z Pilska zrezygnowałem ze zwiedzenia go skręciłem na Lipnice Wielką, a myślami byłem już przy obiedzie w Jabłonce Orawskiej.

Otóż prawdę powiedziawszy, że musiałem zweryfikować wyobrażenie o terenach na północ od Namiestowa jak i same okolice wsi Lipnica Wielka jak i Mała Lipnica na zachód od Jabłonki Orawskiej , myślałem, że okolice te są zarośnięte lasem - bezludne - a tu takie wsie gęsto zabudowane i zaludnione.. 

Gdzieś o 12,30 znalazłem się w Jabłonce Orawskiej gdzie zjadłem obiad i przez górę przejechałem do Zubrzycy Dolnej - gdzie miałem zapewnione spanie u Orawian do których jeżdżę od lat - tak, że czuję się jak u najbliższej rodziny.

W sumie przejazd w tym dniu męczący to około 62 km - widoki przepiękne wokoło góry - od północy Pilsko i Babia Góra, od zachodu Beskidy (Oszusty i Wielkie Racze) od południa w bliższej okolicy Jezioro Orawskie z Namiestowem widok zamknięty Tatrami, od wschodu Gorce - łąki całe w kwiatach  widoki rekompensowały wysiłek jaki włożyłem w przejazd przez te tereny.

                                                                                                       
Widok z okna schroniska na Miziowej.

 
Żółty szlak na Pilsko widok na Korbielów.
                                                  

Widok na słowacką stronę Orawską Podhorę.                   Orawskie Jezioro                                           Szczyt Pilska.

                          
Poranne mgły snują się po dolinach gór.


                           Pilsko od południa.                                                                      Namiestowo               Jezioro Orawskie.                                              
                                                    

III dzień 28.06.2005.
Trzeci dzień to przejazd przez Zubrzyce najpierw Dolną potem Górną na przełęcz Krowiarki i wariacki zjazd do Policznego w Zawoi. Droga własciwie zrobiona w tamtym roku lecz tu w Zubrzycy powiedziano mi o znacznym skrócie przez Przysłop do Suchej Beskidzkiej.  Po wypytaniu się w Zawoi skręciłem w odpowiednim miejscu w lewo za stacją benzynową. Po przejechaniu gdzieś pięciu kilometrów postanowiłem upewnić się u napotkanej kobiety o dobrej drodze. Dobry humor zamąciła owa kobiecina powiedzeniem "jak przejedzie pan `szerpentyny` to będzie skrzyżowanie na Suchą".

Serpentyny okazały się przepiękną drogą na Przysłop z widokami na północne stoki Babiej Góry (wyskrobałem z organizmu resztki sił) - można było skręcić jeszcze do klasztoru Karmelitów Bosych, ale widok tej drogi i moje zmęczenie zmusiły mnie na zostawienie tej drogi na następny raz (jeśli taki czas  jeszcze będzie ale zawsze trzeba być dobrej myśli).

W sumie wylądowałem na stacji kolejowej Sucha Beskidzka gdzie o 1140 wsiadłem do pociągu i przez Kraków udałem się do Sosnowca. Dlaczego nie do Żywca - bo kolejarzom chyba ukradli szyny.

Przełęcz Krowiarki (1018 m) - southern ascent profile

Dane te ściągnięto ze strony   http://www.podjazdy.ovh.org/krowiarki1.html

Proszę Państwa: ciekawa sprawa, że w 2005 roku podjechałem z Zubrzycy Dolnej na przełęcz trzykrotnie w ciągu roku - dwa razy w kolejne dwa po sobie następujące dni dni (mając na karku 63 rok życia i ten drugi dzień wjechałem z pełnymi sakwami w czasie 1,5 godziny).

     

 

Widoki z Zubrzycy Dolnej.

                             

Widok z "szerpentyn" na północne stoki Babiej Góry z przełęczy Przysłop nad Zawoją.

                              Powrót na stronę główną.